Michał Lisiecki pokazuje ciekawą stronę sprzedaży
Blog > Komentarze do wpisu

Dzwonię żeby zmarnować Ci dwie minuty życia

Myślę, że każdy z nas spotkał się z taką sytuacją: dzwoni telefon i gdy podniesiesz słuchawkę słyszysz jakiegoś telemarketera, który z prędkością karabinu maszynowego usiłuje Cię namówić do współpracy. Wszyscy stykamy się z tym jako osoby prywatne. Dodatkowo handlowcy, których numery telefonów są umieszczone na stronach www, lub tych, którzy rozdają dużo wizytówek na targach zagranicznych – są narażeni na marnowanie w ten sposób czasu usiłując opędzić się od doradców finansowych oraz różnego rodzaju cudownych inwestycji proponowanych przez telemarketrów pochodzenia azjatyckiego. Wszyscy Ci ludzie gadają i gadają a tymczasem my moglibyśmy dzwonić w tym czasie do klientów i budować z nimi relacje zamiast marnować nasz cenny czas.

Ponieważ zakładam, że mało kto zgodzi się skorzystać przez telefon z usług chińskich lub indyjskich brokerów giełdowych a i nasi krajowi doradcy finansowi prezentują różne poziomy obsługi (o poziomach zysków generowanych dla klientów nie wspominając) – prezentuję dwie metody, które w elegancki sposób odsieją ziarno od plew. Oczywiście zawsze można rzucić słuchawką bez uprzedzenia ale zwykle dajemy się w mniejszym lub większym stopniu wciągnąć w pogadankę, z której nic nie wynika. Poza tym jeśli ktoś dzwoni na nasz telefon służbowy to ostatecznie reprezentujemy również naszą firmę i rzucanie słuchawkami jest trochę nie na miejscu.

Doradcy finansowi

Jeśli zadzwoni do nas doradca finansowy z Polski i chce nas namówić do skorzystania ze swoich usług lub chociażby umówić się na krótkie spotkanie możemy zastosować metodę z książki „Sekrety Amerykańskich Milionerów”. Uprzejmie informujemy, że owszem, możemy skorzystać z ich usług lub umówić się na spotkanie – prosimy tylko o jedną małą rzecz.

Niech najpierw wyślą nam na maila swoje PITy za ostatnie 3 lata oraz zestawienie papierów wartościowych czy innych „funduszy inwestycyjnych” w które inwestowali – również za ostatnie 3 lata – z zaznaczoną stopą zwrotu z inwestycji. Oczywiście zapytają dlaczego? Otóż chcemy po prostu wiedzieć, czy zarabiają więcej od nas i potrafią te pieniądze skutecznie pomnażać. My te dane porównamy z własnymi osiągnięciami i wtedy podejmiemy decyzję czy chcemy współpracować czy też nie. Jedna ważna uwaga – nie ulegamy, żadnym namowom, że przyniosą te PITy na spotkanie. Wyraźnie zaznaczamy, że najpierw PITy i lista papierów wartościowych a dopiero potem decyzja o spotkaniu. Jak można się domyślić nikt PITa nam nie zechce wysłać. Rozmowa się kończy.

Co na tym zyskujemy? Po pierwsze pozbywamy się natrętów marnujących nasz czas. Po drugie – może w końcu znajdzie się ktoś kto rzeczywiście będzie miał się czym pochwalić i prześle nam takie zestawienie. Wówczas możemy się faktycznie zastanowić nad współpracą z kimś takim. W mojej praktyce jeszcze nikt taki się nie zdarzył – ale nie tracę nadziei.

Azjatyccy brokerzy giełdowi

Ten patent wymyśliłem sam. Kiedy zadzwoni do nas ktoś taki i gdy tylko zorientujemy z czym taki delikwent dzwoni – możemy mu spokojnie przerwać i powiedzieć, że oczywiście jesteśmy zainteresowani. Proponujemy taki układ – broker pożycza nam 10.000 dolarów, które inwestuje zgodnie z proponowaną strategią. Jeśli wypracuje zysk, jesteśmy skłonni podzielić się z nim w stosunku 70/30 lub nawet 80/20 (oczywiście ta większa część będzie należała do brokera). I tylko w takiej formie jesteśmy skłonni do współpracy. To co dalej następuje jest łatwe do przewidzenia – ale znów - być może trafi nam się ktoś, kto zgodzi się na takie rozwiązanie. Wtedy praktycznie z niczego możemy zarobić konkretną sumę pieniędzy – punkt dla nas. Tyle, że jak dotąd żaden broker nie zainteresował się na takim układem.

Te dwie metody oczywiście nie powstały po to, żebyśmy mogli przeglądać cudze PITy czy zarabiać przy zerowym wkładzie własnym. Ich główne zadanie to uwolnienie handlowców oraz wszystkich innych ludzi od marnowania czasu na rozmowy z osobami, które nic nie wniosą do naszego życia czy naszych finansów. Zyskamy dzięki temu czas na bardziej konstruktywne rzeczy.

Michał Lisiecki

środa, 05 marca 2014, fox777wppl

Polecane wpisy